You are here
Home > Rozrywka > Miasto Niegodziwości. Odcinek 1

Miasto Niegodziwości. Odcinek 1

autor: Adrian Diego Stan
autor: Adrian Diego Stan

Jechał do pracy swoim żółtym fiatem pandą, i obserwował miasto, którego nienawidził. Głowa pulsowała mu z bólu – jak co rano, gdy przesadził z sokiem marchwiowym. Włączył radio i starał się zapomnieć o trudnym śledztwie, które prowadził od tygodnia. Góra da mu w kość, kiedy kolejna sprawa, którą wziął, utknie w martwym punkcie. W dodatku dziś ma zająć się jakimś przysłanym narybkiem, i do tego dziewczyną. Jak on nienawidził żółtodziobów, ich wymądrzania i epatowania nowymi technikami śledztwa, jakich się nasłuchali w szkole policyjnej.

Miał dosyć łatki najgorszego śledczego w wydziale. Przecież kiedyś był gwiazdą: sądy nie nadążały skazywać przestępców, bo tak szybko ich łapał. Teraz był tylko pośmiewiskiem, byłą gwiazdą Kryminalnej Policji Króliczej, która z każdym dniem traciła swój blask.

– Niech to szlag – wymamrotał.–  Kto mi się władował na moje miejsce parkingowe, szit – splunął przez i  tak niezamykające się okno fiata.

– Cześć M.J. –  Usłyszał słowa wypowiedziane z drwiną. –  Czekają na ciebie w konferencyjnej.

– Taa, wiem Scooter – wycedził. – Przecież sam zwołałem zebranie, cepie.

Nie spoglądając w twarz koledze, odszedł.

M.J. Scabby był onegdaj dumą wydziału kryminalnego. Złodzieje drżeli na jego widok omykami. Teraz, po postrzale, stał się inny. Stracił futro na nosie, które nigdy nie odrosło, przez co był obiektem drwin wśród reszty policjantów. Stracił też ją, miłość swojego życia – Rosie. Nie wytrzymała jego depresji z powodu utraty ofutrzenia. Rozumiał to, wiedział, że dla kobiety to trudne. Rozgrzeszył ją.  Jednak cały czas czuł, jakby źdźbło siana tkwiło w jego parchatym sercu. Odejście Rosie było jak zatkanie, po prostu czuł wszystko w trzewiach.

– M.J. po co ta szopka?! – Wykrzyczał komendant Gaculius. – Zresztą, czeka na ciebie niezła laska. Za moich czasów do policji wstępowały kaszaloty i humbaki, a ta jest niczego sobie – zaświergotał i poczerwieniał na twarzy.

Scabby poczłapał do konferencyjnej. Przy drzwiach spotkał ją. Faktycznie ładna – pomyślał.

– Dzień dobry, nazywam się Poly Black – z uśmiechem podała mu łapkę. – To zaszczyt pracować z panem, inspektorze, jest pan legendą…

– Srendą… – powiedział prawie bezgłośnie.

– Słucham? – drepcząc obok niego, próbowała podchwycić jego wzrok.

Srendą... (rys. by Adrian Diego Stan)
Srendą… (rys. by Adrian Diego Stan)

Zignorował ją ostentacyjnie, prując na oślep do sali konferencyjnej.

– Dobra, króliki! – wrzasnął. – To piękny dzień, aby złapać tych przemytników siana!

Cisza, jaka zapadła, była dziwnie nienaturalna. Okazało się, że M.J. pomylił pokoje i wydarł się na Bogu ducha winną ekipę remontową. Poly udała, że nic się nie stało i pochwyciwszy inspektora za łokieć, powiodła do właściwego pomieszczenia.

– Dobra, króliki! – wrzasnął. – To piękny dzień, aby złapać tych przemytników siana! – padło po raz drugi.

– Buahahahahahahah! – wrzasnęli chórem. –  Słuchamy, czy i tym razem będziesz miał n o s a!

Banda suszkożerców – pomyślał M.J., i dodał:

– Oto plan, dzięki któremu złapiemy szajkę „Readhead Lady”.

Po czym salę rozświetlił ekran prezentacji PowerPoint.

 

Autorka tekstu: Aguleks

 

Już za tydzień kolejny odcinek „Miasta Niegodziwości”! 

6 thoughts on “Miasto Niegodziwości. Odcinek 1

Dodaj komentarz

Top