You are here
Home > Rozrywka > Miasto Niegodziwości. Odcinek 6

Miasto Niegodziwości. Odcinek 6

 Z powodu problemów związanych z serwerem, publikacja kolejnego odcinka „Miasta Niegodziwości” została opóźniona o jeden dzień. Przegryźliśmy jednak odpowiednie kable i wszystko działa. Miłego czytania!

o-odc6
rys. Adrian Diego Stan

Komendant Gaculius pogładził się nerwowo po puszystych uszach. Nie mógł uwierzyć w to, co mu przekazano. Wstał i ociężale przechadzał się w te i wewte po swoim ogromnym gabinecie.  W głowie nie mieściło mu się, że na terenie miasta działa druga szajka przemytników siana.  Agentka, która zawiadomiła go o tym procederze, była pewna swej informacji. W dodatku nowa szajka jest odłamem starej.

– Czyli rozłam w bandzie Redhead Lady – cmoknął z przekąsem.  – Ciekawe kto się wyłamał?

Postanowił zawiadomić swoją ekipę. Komendant przypomniał sobie o niewiadomym losie nieudanego śledczego. Co tam się dzieje? Dlaczego mnie nie informują?

 

Przybyły na miejsce koroner nie miał wiele do roboty. Otyły jegomość ledwo wdrapał się po schodkach, i ocierając pot z czoła pokręcił tylko głową w odpowiedzi na pytanie Pearla.

Scabby dalej leżał na podłodze w suterenie. Gdy odwrócili go, oczom zgromadzonych ukazał się makabryczny widok. Policzki Scabbiego były wypchane rodzynkami, a opasły brzuch zdradzał, jaki los spotkał większość rodzynek z kopca. Johnny Pearl nie wierzył własnym oczom. Złość, jaka w nim buzowała, musiała doznać ujścia, bo inaczej czuł, że wybuchnie jak balon. Podszedł do leżącego M.J’a i z całej siły wymierzył mi cios w pyszczek.

– A masz! Ty nienapasiony prosiaku! – odgłos plasknięcia złagodziło futro na pyszczku śledczego. – Zamiast tropić Lady ty tu siedzisz i napychasz się rodzynkami! – wrzeszczał nad głową zamulonego Scabbiego.

– Ale o so chooodziiii? – wymamrotał i plunął fontanną jumbo. – Troszki mnie ścięło… ble blebbellelele – Scabby próbował się podnieść z marnym skutkiem.

Poly łkała w kącie. Wstydziła się za niego. Widok jego, leżącego w barłogu z oblepionym rodzynkami pyszczkiem odrażał ją. Nie umiała mu spojrzeć w oczy.

Gdy wynoszono go na noszach ze sklepu, banda Lady dotarła na miejsce. Redhead Lady wzdrygnęła się na widok stada policyjnych kogutów. Widziała go. Wyglądał fatalnie. Ale on zawsze wyglądał fatalnie.

– Co się stało? Jest ranny? Kto nas uprzedził? Żyje? – zadawał liczne pytanie Gousto.

– Żyje – ucięła krótko Lady. „Na szczęście żyje.” pomyślała, a w jej oku zabłyszczała maleńka łza.

Odwieźli go karetką do szpitala. Był bezpieczny ale chwilowo bezużyteczny. Minie kilka dni zanim wróci do formy, ale czy to nie będzie koniec jego kariery? On sam miał to gdzieś. Gdy pochłaniał kolejne garści łakoci myślał o niej. Zawsze o niej. O jej złotym futrze, o tym spojrzeniu, którego nie powstydziłaby się nawet seryjna przemytniczka siana. Leżąc w szpitalu powtarzał jej imię. W malignie głodu krzyczał: Rosie! Rosie! Rosie!

Komendant Gaculius bił się w piersi przed komendant główną. Żelazna dama Króliczej Policji budziła postrach nawet wśród tak potężnych figur jak Gaculius.  Stukot obcasów jej szpilek wwiercał się w mózgowie komendanta. Niech przestanie – błagał w myślach.

– Czy wiesz, co teraz zrobi z nami prasa? – odparła, zaciskając pięści, Dora Lamb. – Pożre nas, wypluje i zdepcze! – Uderzyła zaciśniętą pięścią w stół. – Gaculius … możesz pakować manatki, wylecisz razem z tym pustakiem Scabbym. Będziecie mieli czas się opychać – otaksowała go wzrokiem, zatrzymując się dłuższą chwilę w rejonach brzusznych.

– Dora…  proszę… – odrzekł łagodnie Gaculius – Ze względu na dawne czasy… – powiedział i pożałował swoich słów, widząc jej minę.

– Dawne czasy, mówisz… Miesiące leczenia depresji gdy… – ucięła. Po czym odwróciła się na pięcie i odeszła.  Gaculius opadł na fotel z całym impetem grubej postury.

rys. Adrian Diego Stan
rys. Adrian Diego Stan

Scabby dostał tydzień zwolnienia i receptę na bio-lapis. Jednak nie miał zamiaru próżnować ani wykupić leku. Odczuł bardzo dotkliwie chwile zapomnienia. Bolał go brzuch, a sumienie miał brudne jak stopy po joggingu. Wziął do łapki telefon, wybrał numer i rzekł:

– Black, czy rzucenie ci Lady do stóp zrekompensuje ci straty moralne, jakich doznałaś? – Wyrecytował jak kiedyś w przedszkolu, jednym tchem. – Tak? No to zaraz będę u ciebie. Pora zrealizować plan.

Chubby i Cleo rozmawiały gestykulując zamaszyście. Były zadowolone, że jednak wszystko się udało. Było ciężko i prawie się wsypały, ale teraz, gdy kontener z sianem stał już na miejscu, były spokojne i zrelaksowane.

– Będzie zadowolony, prawda? – Chubby potarła łapki oblewając się pąsem.

– Będzie – odparła z przekonaniem jej koleżanka. – Dzwonił dziś i jest z nas bardzo zadowolony.

 

Autorka: Aguleks

One thought on “Miasto Niegodziwości. Odcinek 6

Dodaj komentarz

Top