You are here
Home > Rozrywka > Miasto Niegodziwości. Odcinek 7

Miasto Niegodziwości. Odcinek 7

Rys. Adrian Diego Stan
Rys. Adrian Diego Stan

Scabby przemierzał miasto autobusem miejskim. Nie mógł się pogodzić z tym, że komendant i lekarz nie pozwolili mu prowadzić. Nie umiał się odnaleźć w komunikacji publicznej, kochał swoją zdezelowaną pandę. Gapił się przez okno na ponure, zimowe miasto. Patrzył w rozświetlone okna szczęśliwych rodzin. Wyobrażał sobie, jakby mogło być, gdyby on i Rosie założyli rodzinę. Tupot maleńkich łapeczek… Byłyby podobne do Rosie… Ona jest taka piękna. Ciekawe, czy o mnie czasem myśli? – zastanawiał się.

Nagle jego gehennę marzeń przerwał głupawy dźwięk. Informowano go o przystanku, na którym ma wysiąść. Potknął się wychodząc z autobusu i poczłapał w stronę bloku, w którym mieszkała Poly. Ładne, nowoczesne osiedle znowu wzbudziło zazdrość Scabbiego. Nie lubił szczęśliwych królików. Odnalazł właściwy adres i zadzwonił do drzwi. Otworzyła mu. Wyglądała czarująco.

– Czekałam na pana. Jak zwykle punktualny – uśmiechnęła się Poly, wpuszczając Scabbiego do środka.

– Nie zawstydzaj mnie, zaledwie dwie godziny spóźnienia, pracuje nad sobą – odrzekł z dumą M.J.

Popijając kawę, opracowywali plan unicestwienia Redhead Lady. Co chwilę któreś nich wybuchało śmiechem. Można by sądzić, zaglądając z daleka przez okno, że to szczęśliwa rodzina spędza wesoły wieczór. Po owocnej pracy, zmęczeni, pożegnali się serdecznie. Scabby, potykając się o schodek, wyszedł na rześki wieczór. Szedł oszołomiony dźwiękiem jej głosu, zapachem jej perfum. Jakie ona ma miłe łapki – zapomniał się i rzekł na głos. Czuł, jakby wracał z pierwszej randki, i ze zdziwieniem stwierdził, że to jest bardzo miłe uczucie.  Czyżby zapominał o Rosie? Czy to w ogóle możliwe?

Scabby w autobusie. (Rys. Adrian Diego Stan)
Scabby w autobusie. (Rys. Adrian Diego Stan)

Gousto  siedział przy biurku i łomotał w klawiaturę. Od kilku godzin próbował przejść pierwszy level gry. Co chwilę rzucał niewybredne słowo i groził postaci na monitorze.

Lady nie miała siły go upominać, zwłaszcza że cała szajka była podminowana ostatnimi niepowodzeniami. Chwilom depresji towarzyszyły wspomnienia. Jej i jego. Razem. Szczęśliwi.

Nagle jej marzenia przerwał łoskot. To  Herbert z impetem i językiem na brodzie wpadł do meliny.

–  Wiem gdzie jest nasze sianko! Przez przypadek odnalazłem nasz kontener.  – Dyszał. – Nie zgadniecie kto go przechwycił! – darł się podnieconym tonem.

– Gadaj! – odparła z wiadomym sobie czarem Lady.

– Gadaj! – zmałpował jej słowa Gousto.

– Komendant Gaculius! – odrzekł z nieskrywaną dumą Herbert.

Lady musiała usiąść, gdyż zamroczyła ją ta wiadomość. Gousto i Herbert wychylili po kieliszku nalewki marchwiowej, by unieść ciężar tego niusa.

– Komendant! A to heca! – Lady pokręciła głową z niedowierzaniem. – Dwulicowy spaślak!

 

Dora Lamb wierzyła tylko w pracę. Codzienna dawka obowiązków pozwalała jej funkcjonować normalnie. Zdjęła okulary i przetarła oczy, które piekły od kilkugodzinnego patrzenia w monitor laptopa. Unikała jak ognia spotkań z Gaculiusem, starała się kimś wyręczać, gdy była potrzeba kontaktu z komendantem. Tym razem nie mogła. Sprawa była zbyt poważna.

– Znowu przytył i to bardzo – stwierdziła fakt. – Nie dba o sobie, zupełnie jak dawniej – odwróciła głowę i spojrzała przez okno. Płatki śniegu wirowały w powietrzu. Nie lubiła zimy, lubiła jego. Nie. Jego kochała.

Johnny Pearl siedział w ciemnym salonie i czuł, że zapada się w otchłań wyrzutów sumienia. Nie dość, że zdzielił przyjaciela po pyszczku, to jeszcze chciał zająć jego miejsce w komendzie. Nie wierzył, że zgodził się na kopanie dołka pod Scabbym. Pogrążonego w myślach Pearla przestraszył dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz. Odebrać czy nie? – walczył ze sobą. Dźwięk dzwonka bezwzględnie przeszywał ciszę w salonie. Jak odbierze będzie świnią. Najgorszym sortem świni… Przełknął ślinę.

–  Halo…

 

Autorka: Aguleks

3 thoughts on “Miasto Niegodziwości. Odcinek 7

Dodaj komentarz

Top