You are here
Home > Rozrywka > Miasto Niegodziwości. Odcinek 10

Miasto Niegodziwości. Odcinek 10

rys. Adrian Diego Stan
rys. Adrian Diego Stan

Johnny Pearl kiwał tylko głową w odpowiedzi na monolog osoby po drugiej stronie telefonu. Gdy odłożył komórkę na stolik, długo siedział w milczeniu, łapki mu drżały. Jako jedyny nie pojechał na akcję odbicia komendanta Gaculiusa.

– Zlinczują mnie – schował pyszczek w łapkach. – Gdy to wyjdzie na jaw będę skończony.

 

Dora Lamb nie mogła skupić się na pracy. Co chwilę patrzyła na zegar, odliczając minuty do rozpoczęcia akcji pod kryptonimem „Fatboy”. Opuściła klapkę laptopa i z komórką w łapce czekała. Po okrągłych policzkach popłynęły łzy. On musi to przeżyć, choćby tylko po to, aby ona sama mogła go zabić. Wybiegła i czym prędzej przekręciła kluczyk w swoim DMW 535. – Muszę tam być!, pomyślała. Odjechała z piskiem opon.

Żółta panda mknęła jak pocisk. Otwierała policyjny korowód jadący na odsiecz komendantowi. Scabby czuł na swoich barkach ciężar akcji. Wiedział, że to jego życiowa szansa na rehabilitację. Zwłaszcza, że dziś rano spostrzegł kilka mikrych,  ledwo widocznych ale jednak, włosków na nosie. Miał szansę na normalny wygląd i musiał to wykorzystać.

Dla Poly to była pierwsza akcja w życiu. Ekscytacja mieszała się ze niepewnością niczym niebezpieczny koktajl. Jednak nie bała się, bo przy niej był on. Nie znała wcześniej nikogo, kto skupiałby w sobie tak skrajne cechy. Był najdzielniejszym nieudacznikiem, którego kochała.

Pościg! (rys. Adrian Diego Stan)
Pościg! (rys. Adrian Diego Stan)

Joanny Pearl dwukrotnie przekroczył dopuszczalną prędkość. Liczy się każda sekunda – powtarzał. W głowie miał tylko jedno. Zdążyć przed Scabbym.

Tymczasem ukrywająca się w krzakach banda Lady snuła plany na przyszłość.

– A ja se kupię maserati quattroporte i willę z basenem – wyliczał Herbert.

– Ja willę z dwoma basenami i porsche  – przechwalał się Gousto.

Lady nie mogła znieść gadania swoich popleczników. Coraz bardziej się denerwowała. Wnerwiało ją, że ci głupcy wydają już pieniądze z przemytu siana, a jeszcze niebezpieczeństwo nie zażegnane.

– Zamknijcie się, zachłanne pastuchy – nie przebierając w słowach zrugała chłopaków. – Na razie nie mamy pieniędzy, Scabbiego, za to musimy się męczyć z tym grubym wieprzkiem. – Wskazała na Gaculiusa.

Gousto i Herbert spłonęli na twarzach. Przeprosili ze swą zuchwałość i nie odzywając się słowem czekali.

Nagle usłyszeli warkot silnika. Wielu silników. Jadą. Banda chwyciła za broń.

Kontener z sianem ukryty był w zalesionej części miasta. Jeśli ktoś nie znał miasta, trudno było mu tu trafić. To było idealne miejsce na nikczemną działalność przestępczą.

Widać już było kolumnę policyjną, a na jej czele jaśniał mały punkt. Niczym brylant w pierścionku zaręczynowym.

– Scabby… – oczy Lady lśniły. – Nareszcie! Chłopcy, bierzcie Gaculiusa i przedstawienie czas zacząć.

Lady skryła się za kontenerem, zostawiając na posterunku dwójkę przestraszonych, acz wiernych kompanów. Niegodziwcy posadzili Gaculiusa przed sobą, robiąc z utuczonego komendanta żywą tarczę.

Żółta panda zatrzymała się kilka metrów przed komitetem powitalnym. Za nią sukcesywnie ustawiały się kolejne samochody policyjne.

– Rzućcie broń! – wrzasnął Gousto. – Bo zobaczycie, ile tłuszczu ma w sobie komendant!– cmoknął, napawając się swoim psychopatycznym żartem.

– Spokojnie… Nikt nie musi ginąć – rzekł spokojnie Scabby, rzucając broń w trawę. – Komendancie, w porządku? – zwrócił się do drżącej kuli naprzeciwko.

– Tak… Nie pozwólcie im uciec… – wymamrotał ledwo żywy Gaculius. – Zrób tak jak to ustaliliśmy….

– Co? – żachnął się Herbert – Co ustaliliście? To wy byliście w zmowie ?

– Głupcze! Myślałeś, że komendant przeszedł na ciemną stronę mocy? To wszystko było ściśle zaplanowane. Mamy wtyki w waszym zespole, ciołki – uśmiechnął się Scabby.

Zbici z pantałyku przemytnicy zaczęli tracić głowy.

Nagle Scabby usłyszał słodki głos. Poczuł, że traci władze w łapach. Powoli odwrócił głowę w stronę skąd dobiegały te anielskie dźwięki…

– Witaj M.J. – zabrzmiało i wwierciło się w jego umysł

„Wtem wietrzyk świsnął, obłoczek pryska, co ją w łudzącym krył blasku; poznaje chłopiec dziewczynę z bliska. Ach, to….”*

Ciemność spowiła umysł Scabbiego…

 

*Adam Mickiewicz „Świtezianka”

 

Autorka: Aguleks

Dodaj komentarz

Top